Powódź

Koła pociągu dudniły miarowo o szyny, a on patrzył w szybę jak zahipnotyzowany. Nie myślał o niczym. Chociaż chyba tylko mu się wydawało. Jego umysł tak bardzo starał się być pusty, że kłębiło się w nim wszystko, co nie potrzebne. Wszystko, o czym Bram chciał zapomnieć.
Jego dłonie mimowolnie zacisnęły się na pudełku, które trzymał na kolanach. Chłopak oparł czoło o szklaną taflę i odetchnął głęboko, przymykając oczy. Czuł pod palcami szorstką fakturę połyskującego na różowo brokatu, a świadomość, że ona niedawno trzymała drewnianą skrzynkę w dłoniach jeszcze bardziej przygniatała jego barki.

Pudełko nie było jego własnością. Bezczelnie je ukradł, a teraz stanowiło jego jedyny bagaż. Głupek nie pomyślał nawet o żadnych ubraniach. Posiadał tylko to pudełko, w połowie rozładowany telefon i kilka banknotów w portfelu. Nie miał nawet pojęcia, co ze sobą zrobić. Chyba po prostu musiał się wyrwać. Uciec przed powodzią. Powodzią, która już prawie odebrała mu oddech. Teraz, z każdym kolejnym kilometrem, który oddalał go od miasta, czuł, że udaje mu się powoli wypłynąć na powierzchnię…

Gdy pociąg zatrzymał się w końcu po kilku godzinach, brunet wysiadł. Peron był pusty. On też czuł się pusty.

— Ironia losu… — wymamrotał pod nosem i odetchnął głęboko, a jego ramiona opadły.

Bram kompletnie nie wiedział, co ze sobą zrobić. Poprawił odrobinę czarną kurtkę i podrapał się po policzku. Od kiedy nadeszła powódź, nie miał na nic siły. Nie miał siły myśleć, oddychać, ani żyć. Bez niej wszystko wydawało się zbyt trudne.

W pewnym momencie poczuł lekkie szarpnięcie za nogawkę jeansów. Rozejrzał się i dopiero gdy jego brązowe oczy powędrowały w dół, dostrzegł małą istotę z kokardkami wplecionymi w ciemne warkoczyki, ubraną w różową sukienkę i wpatrującą się w niego ogromnymi szarymi oczami. Chłopak zmarszczył odrobinę brwi, a dziewczynka ani nie drgnęła. Ciągle zaciskała palce na jego spodniach, zadzierając główkę do góry.

— Zgubiłaś się…? — zapytał po dłuższej chwili, a jego usta wykrzywiły się w nieporadnym uśmiechu. Bram dopiero po chwili przykucnał niej. Maluch pokiwał główką i z zainteresowaniem popatrzył na połyskujące pudełko. Bram natychmiast to zauważył i uśmiechnął się delikatnie. Chyba pierwszy raz od kilku dni. — Chodź, pójdziemy na dworzec i poszukamy twoich rodziców — zaproponował, a dziewczynka przytaknęła i ujęła jego dłoń.

Chwile później siedzieli już na ławce w budynku, rozglądając się dookoła za opiekunami małej, która jak się okazało, miała na imię Lizzie i przyjechała tym samym pociągiem co on.

— Co tu masz? — zapytała nagle, układając dłoń na pudełku oklejonym różowym brokatem.

— To jest pudełko mojej przyjaciółki — odparł tylko i uśmiechnął się do małej przyjaźnie.

— To czemu masz je przy sobie? — rzuciła Lizzie, machając nóżkami. Ciągle trzymała małą rączkę na jego jedynym bagażu.

— Wiesz, ludzie czasem robią rzeczy, których nie powinni — zaczął, patrząc przed siebie, a zaraz poprawił kapelusz i ułożył dłoń na swoim bladym policzku. — Kłócą się, krzyczą na siebie i nawet kiedy bardzo, bardzo mocno się lubią, po prostu się nie dogadują. Potem bardzo tego żałują, bo czasem mogliby zrobić dla siebie więcej, ale spóźniają się, o tyle — wyjaśnił i pokazał jej jak mało można się spóźnić, żeby naprawić błąd.

— Ale nie powiedziałeś, czemu masz pudełko przy sobie. Chyba go jej nie zabrałeś? Mama mówi, że to bardzo nie ładnie brać coś, co nie jest twoje — zauważyła dziewczynka, patrząc na niego karcącym wzrokiem.

— Wiem, Lizzie, ale to jedyne co mi po niej zostało. — Bram popatrzył przed siebie i odetchnął smutno.

Dziewczynka popatrzyła na niego pytająco i uniosła brewki do góry.

— Bardzo musiałeś ją lubić, bo jesteś bardzo smutny… — wyszeptała i oparła główkę na nadgarstkach, nachylając się do przodu, w zamyśleniu patrząc przed siebie.

— Tak, bardzo mocno ją lubiłem… — Chłopak przetarł twarz dłonią, a zaraz popatrzył na pudełko.

— A czemu już się nie lubicie…? — Usłyszał znowu cichutki głosik.

— Lubimy się, Lizzie. Po prostu ona jest bardzo, bardzo daleko… — Bram poczuł łzy w oczach, które zaraz wytarł rękawem koszuli, żeby dziewczynka ich nie zobaczyła. Zrobił to jednak za późno. Ona natomiast sprawiała wrażenie, jakby wszystko wiedziała i rozumiała.

— Jest… Jest Aniołem? — odparła mu pytaniem dziewczynka, a on uśmiechnął się szeroko.

— Tak, jest Aniołem, i na pewno będzie nad tobą czuwać. Polubiłaby cię — powiedział, a zaraz objął dziewczynkę ramieniem delikatnie. — Ma na imię Kitty.

— Jak ładnie… — Uśmiechnęła się Lizzie, patrząc na niego. — Ona na pewno wolałaby opiekować się tobą. Bo skoro ty ją tak bardzo lubiłeś, to ona ciebie lubiła jeszcze bardziej.

Zanim Bram zdążył cokolwiek odpowiedzieć, zza rogu wyszła kobieta w towarzystwie pracowniczki dworca. Kiedy tylko Lizzie ją dostrzegła, poderwała się na równe nogi i pobiegła w jej stronę z szerokim uśmiechem. Bram wstał dopiero po chwili, w ciągu której wyjął coś z drewnianego pudełka pokrytego brokatem,ukradzionego z szafki Kitty niedługo po tym, jak odeszła.

— Mamusiu, mamusiu, chcę się pożegnać z Bramem. Mogę? — zapytała mała istotka z kokardkami w ciemnych włosach, a jej mama uśmiechnęła się i podeszła z nią do chłopaka.

— Dziękuję, że się nią zaopiekowałeś. Szalenie się martwiłam. — Kobieta uściskała go, a on odrobinę się zmieszał.

— To nie problem, nigdzie się nie spieszyłem — odparł i uśmiechnął się delikatnie, po czym przykucnął przy dziewczynce. — A ty, młoda panno, uważaj na siebie. Trzymaj się mamy. Zawsze — powiedział po czym ujął delikatnie jej rączkę, na którą wsunął bransoletkę z kolorowych koralików. — To żebyś pamiętała o nas. O mnie i o Kitty — dodał z uśmiechem, a Lizzie objęła go za szyję mocno.

Niedługo potem, Bram stał znowu na opustoszałym peronie, z tą różnicą, że on sam nie był już pusty. Przepełniało go coś w rodzaju dziwnej nadziei i lekkiego szoku, spowodowanego tym, co właśnie się stało. Powódź całkiem go opuściła. Deszcz ustał. Ciemne chmury się rozeszły. a na ich miejsce wyszło słońce, ogrzewające go całego od środka. Jeden z promyków był już bezpieczny w domu ze swoją mamą, a on wsiadł do powrotnego pociągu z uśmiechem na twarzy, nie mogąc się nadziwić jak taka mała, krucha istotka dała radę zatrzymać powódź, która go dręczyła.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Powódź

  1. Świetne opowiadanie. Postać Brama mnie zaciekawiła, a motyw z pociągiem skojarzył mi się z „Dziewczyną z pociągu”, którą niedawno recenzowałam. Masz dobre i lekkie pióro a to rzadkość w dzisiejszych czasach. Niebawem zagłębię się w resztę Twych opowiadań, bo masz do tego smykałkę.

    Lubię czytać opisy bohaterów – ich wyglądu, zachowań, osobowości. Myślę, że bez problemu spełniasz oczekiwania dzisiejszych czytelników.
    Dialogi są tak napisane, że widzę przed oczami rozmawiające postaci. Nie umiem wyjść z podziwu.

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję bardzo za te miłe słowa! Nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczą, bo ostatnio pisanie stało się praktycznie moją codziennością i niesamowicie cieszy mnie, że mój wysiłek sprawia komuś przyjemność 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      • Nie ma sprawy – piszę szczerze. Sama też próbowałam coś napisać i nawet wykluło się z tego kilka rozdziałów. Może kiedyś umieszczę je na blogu, choć tematyka zakrawa o fantasy. 😉

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s