Farma, cz. 1

Sufit wydawał się aż nazbyt interesujący dla chłopaka leżącego na stosunkowo wysokim, pojedynczym łóżku. Myślał o poprzednim dniu i o tej piekielnej Molly Bates, która znowu zrobiła z niego pośmiewisko przed całą szkołą, nadając mu nowy, niezwykle wdzięczny przydomek – Kiszonka. Żeby tego było mało, Tom jak zwykle zareagował i wdał się w bójkę. Nie pomogło to za bardzo, bo teraz wszyscy uważali bruneta za kompletnego nieudacznika.

Nickolas Kiszonka Pickle usiadł na łóżku i popatrzył na swoje stopy. Musiał jakoś wziąć się w garść. Wstał powoli i podszedł do lustra, w którym ujrzał swoje odbicie. Jego lekko skrzywiona wysoka sylwetka w lustrze wydała się jeszcze szczuplejsza niż w rzeczywistości. Zielonkawo brązowe oczy patrzyły w tafle uważnie, analizując każdy szczegół tego, co się w niej odbijało.

Szesnastolatek ułożył dłonie na swoich policzkach i ścisnął je lekko, wypuszczając powietrze z płuc, a zaraz złapał pasmo swoich krótkich włosów.

— Chude to to… I jeszcze te włosy… I pryszcz. Kurde no! — jęknął żałośnie.

Nagle usłyszał szum krótkofalówki leżącej na biurku pod stosem scenariuszy do rpg’ów.

— Kiszonka, odbiór. — Usłyszał dziewczęcy głos.

Usiadł na obrotowym fotelu, chwytając urządzenie. Poprawił siwą bluzę i nacisnął przycisk.

— Tu Pickle, i nie mów do mnie Kiszonka! — krzyknął do krótkofalówki zaciskając powieki. — Holmes, odbiór — dodał do mikrofonu po chwili.

Lekko kręcił krzesłem to w prawo to w lewo, opierając stopy na podłodze.

— Za czterdzieści minut w bazie. Odbiór — odezwał się głos, a Nick odetchnął głęboko i odchylił głowę do tyłu. — Bez gadania, po prostu przyjdź. Odbiór. — Usłyszał jeszcze i już wiedział, że Adaliah Holmes nie odpuści.

Jego przyjaciółka zawsze stawiała na swoim. Była chyba najbardziej zdeterminowaną osobą, jaką znał. Dodatkiem do samozaparcia okazały się jej skłonności do każdego typu agresji, co powodowało, że jej motto życiowe brzmiało “po trupach do celu i jeszcze dalej”. Nikt w szkole jej nie podskakiwał, wręcz przeciwnie – wszyscy schodzili jej z drogi i nazywali Grabarzem ze względu na jej dość niecodzienną fascynację śmiercią.

Podobnie było z Thomasem O’Donoghue, który rzadko kiedy panował nad sobą i prawie każdy dzień kończył się jakimś incydentem z nim w roli głównej.

Najspokojniejszym z całej trójki był on – niepozorny i cichy Nickolas Pickle. Samotnik i outsider, w dodatku cholerny wrażliwiec, odrobinę wycofany ze społeczności uczniowskiej. Gdyby nie to, że przyjaźnił się z dwiema najmniej okiełznanymi i przewidywalnymi osobami w szkole, nie miałby już życia i pewnie od dawna siedziałby w domu z nauczaniem indywidualnym.

Rodzice Nicka siedzieli w salonie. Oglądali jakiś teleturniej na nowym, trzydziestocalowym telewizorze, na który ojciec oszczędzał prawie dwa lata.

Chłopak wpadł do kuchni jak błyskawica i przyrządził najprostsze danie na świecie — płatki z mlekiem. Chwycił miskę, a zaraz ruszył do pokoju dziennego.

— Tylko z daleka mi z tym od telewizora — skarcił go ojciec, gdy brunet siadał na podłodze obok stolika z odbiornikiem.

Chłopak wywrócił oczami. Po chwili przesiadł się dalej. Bezmyślnie wlepił wzrok w ekran zajadając wczesną kolację. Niedługo potem miska leżała już w zlewie, a on zakładał swoją dżinsową kurtkę i znoszone trampki.

— Wychodzisz gdzieś? — zapytała jego rodzicielka odwracając się na zielonkawym fotelu tak, aby móc spojrzeć na syna który bez cienia wątpliwości po niej odziedziczył spojrzenie, kolor włosów i drobny nos.

— Taaak… Idę po książki do Toma. Potrzebuję ich żeby skończyć projekt — rzucił w odpowiedzi.

Oczywiście skłamał.

— Dobrze, tylko wróć przed dwudziestą drugą — odparła kobieta, wracając do oglądania programu.

Nickolas Pickle odetchnął z ulgą i wyszedł z domu, dumny ze swojego małego kłamstwa.

Jesień 1982 roku była inna niż wszystkie. Nick czuł w kościach, że coś się wydarzy, a listopadowa aura jeszcze bardziej go w tym utwierdzała. Rześkie od deszczu powietrze wpływało do jego płuc, pozostawiając w nich poczucie pewnej błogości. Atmosfera była jednak ciężka i mroczna – nagie drzewa straszyły powykrzywianymi gałęziami, a ich liście szeleściły pod stopami.

Gdy szedł do bazy, powoli zapadał zmrok. Ulice były puste, a lampy jeszcze się nie paliły. Chłopak przypuszczał jednak, że ich światło będzie mu towarzyszyć podczas powrotu do domu. Była dziewiętnasta. Miał więc niecałe trzy godziny czasu operacyjnego i liczył, że uda mu się go nie przekroczyć.

Po około dwudziestu minutach miarowego marszu, dotarł na miejsce. Ich baza była nieznacznie oddalona od siedzib ludzkich, a stanowiły ją ruiny starej kotłowni.

Wysoki, zardzewiały komin górował nad kamiennymi ścianami, pozbawionymi okien i drzwi. Puste dziury ziały niepokojem, co skutecznie odstraszało niepowołane osoby. Ludzie zazwyczaj unikali gruzowiska. Wielu twierdziło, że było to ulubione miejsce samobójców, jednak Nick nie był co do tego przekonany. Adaliah natomiast przesiadywała tam z nadzieją, że kiedyś znajdzie wisielca.

Wszystko wskazywało na to, że był pierwszy na miejscu. Wspiął się po wyszczerbionych schodkach. Po chwili wszedł pod dach, bo czuł drobne kropelki spadające z nieba. Nie chciał zmoknąć. Wolał patrzeć i słuchać jak deszcz uderza o metalowe parapety budynku. W pewnym momencie, usłyszał dźwięk kroków na gruzach. Mimo, że spodziewał się Ady i Toma, poczuł pewien niepokój i dziwny ucisk w okolicy mostka. Irracjonalny lęk sparaliżował go, ale zaraz odetchnął głęboko, słysząc głos przyjaciela.

— Siema, Pickle — powiedział blondyn, a Nick odwrócił się w jego stronę. Chłopak chwycił jego dłoń i delikatnie uderzył barkiem o bark kolegi.

— Cześć Majorze Tom. Wiesz po co ta wariatka nas ściągnęła? — zapytał brunet, patrząc na swojego towarzysza.

Thomas O’Donoghue swoim wyglądem przypominał ducha. Ziemisty odcień jego bladej skóry w zestawieniu z ciemnymi jak węgiel oczami i blond włosami sprawiał, że ciarki biegały na karku. Wrażenia dopełniał jego strój – chłopak był ubrany w czarne wąskie spodnie i luźny sweter, a ubrania wisiały na nim, bo zwyczajnie nie miały czego opiąć. Nickolas, stojąc obok swojego przyjaciela wyglądał całkiem postawnie. Jednak to Tom umiał się bić. Dawał radę nawet starszym mięśniakom z drużyny sportowej. Cóż, pozory mylą.

— Mnie nie pytaj. Powiedziała tylko, żebym przyszedł. Pewnie ma jakiś chory plan — zaśmiał się blondyn, a Nick parsknął i usiadł na murku, który kiedyś był jedną ze ścian budynku. — Chcesz? — zapytał blondyn, wyciągając w jego stronę paczkę z papierosami.

Nick pokręcił głową. Nie palił ani nie pił. Uważał, że ma na to czas, a poza tym gdy kiedyś spróbował, wymiotował za ruinami kotłowni jak chory kot. Do tej pory potrafił wskazać dokładne miejsce, mimo, że stało się to jakieś pół roku wcześniej.

Po chwili, ich uszu dotarło soczyste przekleństwo wypowiedziane doskonale znanym im głosem. Adaliah Holmes we własnej osobie dotarła do bazy i o mało co nie wywróciła się na śliskim od deszczu kawałku gruzu. Po chwili ujrzeli ją. Obaj chłopacy się uśmiechnęli.

— Co się tak szczerzycie jak głupki? O mało co bym nie złamała nogi na tym pieprzonym gruzie, a wy się śmiejecie jak idioci — powiedziała z pretensją i usiadła obok Nicka, po czym przygładziła czarną, stosunkowo krótką spódnicę. — Fajna koszulka. Ja poluję na tą z Joy Division — rzuciła, wzdychając głęboko i wędrując wzrokiem między chłopakami.

— Cześć, Adaliah, nam też miło cię widzieć — rzucił w końcu brunet i dostał sójkę w bok.

Skrzywił się, bo trochę go to zabolało, jednak i tak wyszczerzył się do swojej przyjaciółki. Dziewczyna popatrzyła na niego swoimi szarymi oczami, a zaraz uśmiechnęła się ledwie dostrzegalnie. Odgarnęła swoje krótkie, lekko kręcone ciemne włosy za uszy. Dłonie ułożyła na swoich kolanach. Zaczęła skubać dziurę w rajstopach, a zanim Tom zdążył się odezwać, ona już mówiła.

— Mam pewien plan — zaczęła.

Jej towarzysze zachichotali cicho.

— To wiemy — roześmiał się Tom, opierając się o zniszczoną ścianę.

Palił powoli papierosa, roztaczając dookoła siebie białą chmurę dymu. Adaliah zgromiła ich wzrokiem i odetchnęła głęboko, starając się nie wybuchnąć.

— Chcielibyście zobaczyć zwłoki? Prawdziwe ludzkie zwłoki? — zapytała w końcu, a jej towarzysze popatrzyli na siebie.

Nick za bardzo nie wiedział co powiedzieć, bo na samą myśl o martwym ciele i śmierci aż nim wzdrygnęło. W przeciwieństwie do Adalii nie lubił rozmawiać, a nawet myśleć o tym, co dzieje się z ludźmi, gdy już umrą oraz jakie uczucie towarzyszy przejściu na drugą stronę.

— Nie, nie ma mowy — powiedział brunet, kręcąc głową i podnosząc ręce w obronnym geście.

Przerażenie samą myślą o tym wzięło górę. Był przekonany, że nic nie będzie w stanie go przekonać.

— Oook… Zawsze masz chore pomysły, ale teraz przeszłaś samą siebie, Holmes. Jak chcesz to zrobić? Włamać się na cmentarz żeby rozkopać jakiś grób? — zapytał Tom, patrząc na dziewczynę z uniesioną brwią.

Blondyn zawsze był najbardziej sceptyczny z nich wszystkich. Najmocniej trzymał się gruntu i zawsze sprowadzał resztę na ziemię.

— Nie, no co ty — odparła mu Adaliah. Dziewczyna wstała, strzepując spódnicę. Stanęła na murku, oddychając głęboko. Zaczęła balansować w przód i w tył, patrząc na czubki swoich butów. — Niedaleko stąd jest pewno miejsce, gdzie moglibyśmy iść. Trupy leżą pod metalowymi klatkami, a naukowcy obserwują, co się dzieje z ciałem w różnych warunkach — wyjaśniła, patrząc na nich, a Nickowi żołądek podszedł do gardła — Wiecie, leżą w autach, w wodzie, a oni badają jak warunki wpływają na rozkład — powiedziała.

— Jeszcze lepiej, chcesz się włamać na teren badawczy jakiejś ważnej państwowej instytucji — jęknął Tom.

Ręce mu opadły, sprawiając tym samym, że pet wypadł z jego palców i wylądował na kamieniach. Chłopak przydeptał go, po czym skrzyżował ręce na piersi.

— Przestań, przecież tam nie ma żadnych kamer. Kto normalny wieszałby kamery na drzewach, na terenie który ma wielkość naszej szkoły? — zapytała, a Nick się zastanowił.

Adaliah Rhiannon Holmes miała rację.

— Taaa, tylko, że pewnie to wszystko jest otoczone drutem kolczastym. Zabijemy się, albo w najlepszym przypadku poturbujemy, próbując się tam dostać. — Thomas znowu ściągnął swoją przyjaciółkę na ziemię, a ona popatrzyła na niego wilkiem.

Nick odetchnął głęboko, patrząc przed siebie i przysłuchując się dyskusji swoich towarzyszy. Sam nie mówił nic, bo nie miał po co. Wiedział, że tam nie pójdzie. Chłopak na chwilę się wyłączył i odetchnął głęboko. Jego myśli powędrowały w stronę żywych trupów. Widział je oczami wyobraźni, jak otaczają go i próbują go złapać, żeby zjeść jego mózg. Ciemna maź wypływała z ich ust, a jęki były głośne, przerażające i coraz bliższe…

— No dobra, skoro jesteś taka uparta, to możemy iść i spróbować — rzucił w końcu Tom, jakby w nadziei, że jego poprzednie argumenty wystarczająco ją zniechęciły. Oczy dziewczyny zabłysły jednak radośnie i klasnęła w ręce. Nick w tym samym momencie wyrwał się z rozmyślań i wrócił na ziemię. Brunet patrzył na Toma przerażonym wzrokiem, jakby nie wiedział co się właśnie stało.

— To idealnie! Tylko wiecie, musimy tam iść w nocy. W dzień pewnie kręci się tam mnóstwo ludzi — zauważyła, a Thomas, o ile było to możliwe, jeszcze bardziej zbladł.

— A nie ma mowy! Wy idźcie, ja na was zaczekam w swojej sypialni, pisząc scenariusz do nowej gry* — wtrącił się brunet. Wstał nagle i ruszył w stronę wyjścia z kotłowni.

— Serio, Pickle? Masz zamiar stchórzyć? — Usłyszał za plecami głos przyjaciółki, który sprawił, że chłopak się zatrzymał. Thomas zaraz był przy nim. Zarzucił mu rękę na ramiona.

— Ej, przecież wiesz, że tam nie wejdziemy. Poza tym, pewnie zanim tam dotrzemy jej się już odwidzi. Wiesz jakie są dziewczyny — powiedział cicho blondyn, tak, aby tylko kolega go usłyszał.

Nickolas Pickle przymknął powieki, oddychając głęboko. Nie chciał być nieudacznikiem i tchórzem. Chwilę bił się z myślami, ale zaraz uświadomił sobie, że gdyby tam poszedł, udowodniłby, że wcale nie jest tak strachliwy jak wszyscy myślą.

— Dobra. To kiedy idziemy? — zapytał po chwili i poczuł jak Adaliah Holmes wskakuje mu na plecy z piskiem radości.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Farma, cz. 1

  1. Fajnie się czyta, czekam na dalsze części sobie tutaj w fotelu moim. Chyba ze dwa błędy wypatrzyłem („Po chwili, ich uszu dotarło” – powinno być dobiegło? Czy mi się wydaje tylko? Nie wiem 😀 + coś tam jeszcze, czego mi się teraz szukać nie chce, ale to nic poważnego nie było). No ale ogólnie spoko. Zdolnaś, że tyle tekstu w tydzień napisałaś 😛 #szacun

    Lubię to

    • Akurat ten tekst powstal juz wczesniej, po prostu teraz go publikuje 😀 z tego co pamietam, ta czesc powstala w niecale 4-5 godzin, lacznie z poprawkami to bedzie jakies dwa, maksymalnie trzy dni 🙂 i dzieki za komentarz! 😀

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s